← Table of contents
Moja Beatrice

Do Duchów.

Reading edition

(PRZY ŚWIETLE KSIĘŻYCA).

Sep. 1840.

Ja was wyzywam duchy czy anieli, Co na błękitu gwiazdach królujecie— Coście na wieki z czoła smutek zdjęli: Bom dziś szczęśliwszy na tym smutnym świecie, Niż wy w niebiesiech—nie lękam się wzroków Waszych tęczanych i skrzydeł z płomienia— Jak wy dziś płynę wśród światła potoków— Jak wy, wznieść mogę nieśmiertelne pienia! Tę, którą kocham, płaczącą widziałem— Łzą rozrzewnienia powrót mój witała— Odtąd sam cały na zawsze skonałem! Bom zlał się z duszą tej, która płakała. Mówcie wy teraz duchy i anieli Czy w nierozłącznej z jej sercem jedności Duch mój niebiaństwa waszego nie dzieli? Choć pije z ziemskiej trucizny miłości? Wyście spokojni—trwałem wasze szczęście— Na ziemi radość—choć nie z ziemi rodem— Dwa serca spaja w wznioślejsze zamężcie Bo zagrożone boleści rozwodem! Są chwile ludzkie, o! wam niedościgłe, Wy od nas górniej i piękniej mieszkacie; Lecz serca wasze wśród niebios wystygłe! Co piorun szczęścia w nieszczęściu—nie znacie! Co kropla rosy wśród piekielnej spieki, Co twarz kochana po długim rozdziele! Co zmartwychwstanie po śmierci na wieki! Co kwiat w pustyni—co iskra w popiele! Co wzrok łez pełen—co ściśnienie ręki! Co wspólna bojaźń—co boleść dzielona! Nie—wy nie wiecie co na krzyżu męki Rozkwitająca cierniowa korona! I ten kwiat głogów, na tej smutnej ziemi Wszystkie wytrzyma słoty, wichry, burze— On z trosk wyrasta—on z smutków się plemi— Świeży i piękny, jak Edeńskie róże! Stokroć rozdarty, rozszarpany, zmięty, Na czas upadnie w głąb duszy człowieka, Tam niewidzialny, ale równie święty Znów listki puszcza, pory słońca czeka! Takiego kwiatu duchy i anieli Wy nie znajdziecie po waszych błękitach, Bo się odświeża tylko w łez kąpieli, Bo rośnie w głębi, a nigdy na szczytach! Patrzcie na wieniec, co krwawi mi skronie— To znak mój ludzki, to z purpury wstęga! To kwiat męczarni, co wre w mojém łonie— I duch mój cierpi—lecz do was dosięga! A kiedy nagle rozwidni się wkoło, Gdy blask uniesień uderzy mi czoło, Gdy noc tak jasna, cicha, nieskończona Tę krew osrebrzy, co płynie mi z łona— Wtedy ja silniej od was wszystkich czuję! Wtedym prawdziwie syn nieskończoności— I wdzięczniej Bogu za chwilę dziękuję Niż wy gwiazd pany—za szczęście wieczności!

Illustration from Moja Beatrice
Explore with AITake your curiosity a little further.

Reading settings