IX.
Reading edition
Nie wnikający głębiej w rozpoznanie biedy — radzi ją zbywają lekkomyślnym sądem, że lud u nas nie pracowity, a i w tym sądzie widzą wedle słów pisma świętego: źdźbło w oku bliźniego, a belki niewidzą w oku swojem!
Rozpoznawszy stan sprawy, powinnibyśmy nieobwiniając się wzajem, zawołać raczej: Cóż dziw, że opuszczonym i zawiedzionym w owocach pracy, opadły ręce? że z upadku wszystkich wyrodziło się niemęzkie narzekanie, z próżnych wysileń zniechęcenie, z zawodu zwątpienie a rozpacz z niemocy?
Do zwątpienia przyczynia się równie powszechne jak błędne a zgubne mniemanie, że kraj nasz ubogi. Z żalem słyszymy, że głos taki obija się nawet o ściany izby sejmowej; kiedy przeciwnie zbawić nas może tylko silna wiara w zamożność kraju, — i oględne, ale śmiałe odwołanie się do tej zamożności!
U nas źródłem złego jest ubóstwo gospodarstwa krajowego — nie ubóstwo kraju.
U nas kraj bogaty — ale biedne gospodarstwo — i nie rolne tylko: — biedne domowe, rolne, rękodzielne, handlowe; — biedne i społeczne! Te tedy zasilmy, a usuniemy powód nędzy ludzi!
Niezbadane są wyroki niebios!
Po raz pierwszy od upadku kraju, na prawdę wolno radzić nam o sobie — a rząd, co dotąd jak zrzędna piastunka, tak twardo na pasku nas wodził, i nie już działać, ale myśleć nam bronił, — dziś po raz pierwszy myśleć o sobie nam każe!
Może to nie przypadek, — może palec boży, że właśnie gdy nam w sprawach kraju po raz pierwszy „wolne dano pole”, — ponure widmo głodu jawi się pierwsze w izbie sejmowej i — o pomoc woła! Zważcie posłowie to wielkie zadanie!
Gdyby tylko bieda chwilowa dobodła gnuśnym, nieopatrznym; — gdyby to tylko szło o uciszenie tłuszczy próżniaczej — jak się indziej wydarza nie rzadko; — nie godziłoby się mącić wam natrętnemi radami swobody umysłu tyle wam potrzebnej; — tradycyjna u nas serdeczność i hojność natchnęłaby was do wyznaczenia głodnym zasiłku — i pracowalibyście dalej spokojnie „dziennym porządkiem!”
Ale gdy tak nie jest, gdy niedostatek jest powszechny, — gdy zwątpienie właśnie najpracowitszych owłada, — nie ograniczajcie pomocy na zapomodze uchwalonej „dla ludzi,” — ale ratujcie warsztaty ich pracy; zapomóżcie gospodarstwo krajowe i do trzech milionów na zaradę chwilowej niedoli, — uchwalcie siedm na zapomogę rolnictwu i przemysłowi, a dwa na ułatwienie komunikacyj lądowych i wodnych!
Nie łudzimy się bynajmniej, jakoby proponowana przez nas pożyczka 12 milionów wystarczyć mogła na zupełne pokrycie niedoboru w możliwem zmnożeniu produkcyi kraju; — owszem z góry przekonani jesteśmy, że nie wystarczy. Cyfrę tę podała nam liczba obecnych dochodów kraju; — na przedstawianie tej cyfry wpłynął tedy wzgląd przeważny, że tyle możemy zaciągnąć długu nie przeciążając kraju. Uciążliwość pożyczki wszelkiej zależy nie od wysokości sumy pożyczonej, lecz od jej użycia. Użyta na spożycie staje się powodem upadku dłużnika; — użyta na produkcyę będzie rosą ożywiającą roślinność i wróci się plonem wierzycielowi a zbogaci dłużnika!
Dla tego to zalecaliśmy ostrożność z pożyczką, żeby jej nie wydać w pierwszem uniesieniu szlachetnego współczucia na cele chwilowe, ale oszczędzić na zasadne o ile można zatkanie źródeł, zkąd coraz szerszym, coraz groźniejszym nawałem zalewa nas nędza — coraz częściej jawiąca się głodem!
W rolnictwie nam się z Anglią nie równać — skromniejsze też u nas wymogi. Drenowanie u nas na zachodzie kraju i na garbach kredowych w ziemi bełzkiej bardzo potrzebne[*]; — narzędzi lepszych do uprawy roli, machin do wypełnienia niedostatku rąk, wielki nam niedobór.
Sprawienie dobrego narzędzia, zdobycie się na jakąś machinę ułatwiającą pracę rolniczą, zawsze jeszcze uważamy za pewien rodzaj zbytku, nie potrzebnej parady, a często za niedorzeczne nowatorstwo, za ślepe naśladowanie zagranicznych wymysłów — i lubią wykrzykiwać rutyniści, że ojcowie nasi bez tych wymysłów gospodarując, więcej miewali zboża i większa była zamożność w kraju.
Nie podobna tu rozwodzić się nad rozlicznemi powodami upadku zamożności ziemian, ale niepodobna nie zarzucić takim wykrzykiwaniom, że mylnie pojmują stosunek skutku a przyczyny. Sądzą jak rabuliści: post hoc, ergo propter hoc: — urodziło się po złych narzędziach, więc dla tego się urodziło!
Niech im wystarczy na razie uwaga, że cokolwiekbądż upadek rolnictwa spowodowało, właśnie też dlatego, że upadek ten jest oczywistym, — ratować się trzeba odmiennemi, silniejszemi środkami.
Wielka już w tym względzie różnica w sąsiedniem Królestwie Polakiem, zwłaszcza w zachodniej jego połaci. Postęp tam godny uwagi i naśladowania: ale też tam Bank polski podtrzymuje od dawna ziemian hojnym kredytem i na dogodne wypłaty rozdaje im narzędzia i machiny. A jakie olbrzymie tam fabryki machin, a ileż tam składów machin zagranicznych, gdy przeciwnie u nas ani jedna prawie utrzymać się nie może, chyba postronną, nie rolniczych potrzeb produkcyą. Wiemy bardzo dobrze, iż brak funduszów nie pozwala wielu ziemianom — choćby radzi — zaopatrzyć się w narządy uznanej potrzeby; owóż właśnie dla tego żądamy pożyczki na takie cele, żądamy opieki kraju — uchwały sejmu.
Dość wreszcie pojrzeć na Niemców i ich gospodarstwo. Wiadomo przecie powszechnie, że Niemcy są oszczędni, rachunkowi; że tam właściciele folwarków po największych części małych, są to ludzie nie goniący za błyszczeniem, nie paradiery, ale pospolicie skromni, pracowici — zysku i tylko zysku dobijający się, w ścisłem znaczeniu słowa spekulanci; a otóż właśnie u nich najwięcej znajdziemy nowych ulepszonych narzędzi rolniczych, najwięcej machin, — i w każdem niemal miasteczku, często nawet już po wsiach fabryki machin rolniczych.
Mieliśmy sposobność rozpatrzenia się tam na miejscu i wbrew upowszechnionemu u nas błędnemu mniemaniu, znaleźliśmy tam pomimo pozornego przeludnienia krajów niemieckich wielki — większy niż u nas niedostatek rąk do pracy rolniczej, bo tam już, jak we Francyi lud wiejski coraz tłumniej ciśnie się do miast bogatych, — i w olbrzymiejącym przemyśle fabrycznym lepszego szuka zarobku, niż mu go rola dać może!
Niemieckich rolników bieda zmusiła do używania machin zamiast rąk. Czyżby tylko nam siła pary nieprzydatną była, kiedy jej miliony ludzi błogosławią? W całej Galicyi dwie tylko mamy dotąd machinki parowe, wyłącznie posłudze rolnictwa oddane — jedną o sile 8 koni w Opólsku w Żółkiewskiem, drugą od kilka dopiero tygodni w Wojniczu koło Tarnowa. Wielkiem zwane księstwo Darmstadzkie ledwie dziesiątą część przestrzeni Galicyi zajmujące — ma ich 60!
Dla ułatwienia rolnikom kredytu, mamy jedno na cały kraj towarzystwo kredytowe; — kiedy np. Saxonia piątą część przestrzeni Galicyi zajmująca, gdzie rolnictwo zwłaszcza obok bogatego przemysłu podrzędne dotąd ma stanowisko, jest takich towarzystw kredytowych sześć, a jedno wyłącznie dla wspomagania urządzeń rolniczo gospodarskich (Landes-Cultur-Rentenbank)!
W poczet najdzielniejszych środków uśmierzyć biedę kraju zdolnych liczymy zniesienie ograniczeń podzielności gruntów, — i z radością czytamy, że wniosek taki złożono sejmowi.
Ale bardzo ważna i zbawienna ta reforma, którą uchwalając Sejm nasz, utoruje drogę do naprawienia ciężkich błędów od XVII wieku gospodarstwo nasze gnębiących, — jeźli ma nie na szkodę kraju się obrócić, musi w zastósowaniu swojem znaleźć rolników podtrzymywanych szczerą opieką praw rolniczych i ułatwień kredytu. Głownem jej zadaniem obok wielu innych — zastąpić obszar — usilnością; lecz bez opieki praw i kredytu zamiast zbawić tych, którychby z kłopotu wywieść miała, — otworzy tylko wrota obcym spekulantom i zamiast wesprzeć, — wywłaszczy.
Nie łudźmy się nadzieją, że stosunki układać się będą do miary naszego widzenia, — ale raczej my widzenie nasze układajmy do zmiany stosunków. Bądźmy pewni, że prąd życia społecznego prze naprzód wytkniętym torem, i jeżeli z nim rączo podążać nie będziemy, — przemknie on po głowach naszych i — powali nas!
Jeźli nikt nie wątpi, że nam dziś pilno w rolnictwie rutynę zastąpić nauką, to czasby już przestać się łudzić, że słabe siły towarzystw rolniczych utrzymać zdołają szkoły Dublańską i Czernichowską. Nosi na ręku matka niemowlę, — ale próżno siliłaby się miłość macierzyńska na dźwiganie wyrostka! Dosyć — ba wiele zasługi towarzystw naszych, że wychowały te niemowlęta — i u suchotniczej piersi wykarmiły tak zdrowo! Dziś już mają prawo zdać na kraj dalsze tych szkół utrzymanie.
Ale utrzymania tego nie zapewni coroczne żebranie; — trzeba fundusz stały obymyśleć i wyznaczyć. A toć przecie pojedyncze miasta nasze ze skromnych funduszów swoich pofundowały szkoły gimnazyalne i utrzymują dostatnio; — a kraj cały nie byłby w stanie utrzymać dwóch szkół rolniczych?
Czasby już zastanowić się nad tem, dlaczego to n nas — jak w żadnym innym kraju, prawdziwy proletaryat jeśli jest, — to w inteligencyi, — nie w bluzie, ale w szaraczku!
Czasby też obok szkół, co kształcą przeważnie konsumentów, urządzić także szkoły producentów! Nie zapominajmy, że jak słusznie ostrzega E. Stawiski: „o ubóstwo narodu rozbijają się wszystkie usiłowania na polu literatury, sztuki, umiejętności;” ......że jeżeli rolnictwo zostanie opuszczonem, „to wyrosła ztąd nędza, opuszczenie i niemoc rozleją się na wszystkie siły całego organizmu, i wszysko zostanie zgubionem, tak jak najwznioślejsze natchnienia nieśmiertelnego ducha, kończą się dla ziemi rozbiciem jego materyalnej powłoki”.
Nie rychłobyśmy skończyli, gdyby wyliczać przyszło wszystkie pilne a ważne roboty, któremiby się źródła niedoli odwieść od kraju godziło — a na które trzeba funduszów! Aleśmy tylko ważniejsze chcieli rzucić myśli co do potrzeb rolnictwa i przemysłu; — o urządzeniu komunikacyj lądowych i wodnych pomówimy następnie rozważając potrzebę nastręczenia głodnym zarobku.