← Table of contents
O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866

II.

Reading edition

Wydział sejmowy do zaradzenia klęsce głodu ustanowiony, — według doniesień dzienników lwowskich trzy główne ma sobie wskazane zadania:

1. Zebrać i sprawdzić data, ile ludność krajowa potrzebować będzie do wyżywienia i obsiania się na wiosnę. 2. Oznaczyć sposoby, jakby tej ludności najlepiej dostarczyć wyżywienia i jak zapewnić jej zasiew wiosenny. 3. Wyrobić plan pożyczki i jej amortyzacyi.

Namby się zdawało właściwiej zadanie wydziału tak podzielić i oznaczyć:

1. Jak wyżywić głodnych przez zimę i przednowek — ?

2. Jak zaopatrzyć podupadłych rolników w obsiew wiosenny?

3. Jak przyjść w pomoc ziemianom, którym ani żywności nie brak, ani siewnego ziarna, a którzy w skutek nieurodzaju przecie prowadzić dalej gospodarstwa większego dobrze nie są w stanie?

4. Jak ulżyć ubogim miasteczkom, w skutek nieurodzaju i zubożenia rolników, upadających z niedostatku zarobku?

Z pierwszego ustępu usuwamy troskę o zasiew wiosenny; — obmyślając bowiem środki wyżywienia głodnych, sejm troskliwością swoją bez różnicy otoczyć powinien i tych, co to — jak ptaki — nie orzą, nie sieją, a żyć chcą; — co niemając roli, właśnie dotkliwiej nędzę uczują, gdy chlebodawcy ich rolnicy, sami zniszczeni, ani ich wyżywić, ani zarobku im nastręczyć nie mogą.

Głód z nieurodzaju zawsze tworzy liczne zastępy luźnej czeladzi i wyrobników rolnych, i tym właśnie najsrożej dokucza.

W obmyśleniu niełatwych środków wyżywienia głodnych przez zimę, a następnie przez długi przednowek, wielką należy zachować oględność, bo skutek działania przy hojnem nawet wsparciu chybić może zupełnie, jeśli nie trafnym będzie sposób tego wsparcia.

Naśladować po prostu urządzeń zabiegliwego Zachodu niepodobna. Zdarzają się klęski głodu we Francyi, w Anglii; — ale jakżeż tam odmienny stan rzeczy! Tam lud mrze głodem, jeśli przy uszczuplonym zarobku nie ma za co kupić zdrożałego chleba, — ale chleba nigdy tam niebraknie.

Tam przezorność rządów i wzorowa organizacya handlu zbożowego, w ciągłej ewidencyi utrzymuje zapasy zbożowe, i nie wyczekując najścia biedy, wcześnie przed żniwami, gdy słota przydłuższa, czy tez niezwykła posucha wzniecą choćby najlżejszą troskę o niedobór: bez namysłu i pedantycznych rokowań rozsyłają legiony ajentów na wszystkie targi lądu stałego, — a po wszystkich morzach świata pędzą statki kupieckie do portów ziem żyznych, zkąd im konsulowie w zimie jeszcze przesłali wykazy zbożowych zapasów. A jeśli większej potrzebie statki kupieckie nie starczą, to floty wojenne zrzuciwszy działa, ładują wory z ziarnem, — i nie raz się tam już one dowozem zboża trudniły! Tam tedy chleba braknąć nie może. Tam jeśli niedostatek choć z nieurodzaju, to jest niedostatek grosza, a nie chleba; — u nas inaczej!

Nam gdy nieurodzaj padnie, — to zawsze podwójny mamy niedostatek: chleba i pieniędzy, bo wszakże nam pieniądz tylko rola daje. U nas nie tylko wsie, — u nas miasteczka i miasta nawet rolnicze — i przemysł rolniczy; — u nas wszystko i wszyscy rolą stoją, z rolą upadają!

Jeśli tedy w Anglii wystarczy głodnym dać pieniądze, to u nas nie dosyć na tém; — tu sejm starać się musi nie tylko o pieniądz, ale i o zboże.

Zboża i pieniędzy!

Gdy bieda już na kark lezie a głodni na chleb czekają, nie pora nam w szerokie wdawać się wywody. Więc tylko jako punkt wyjścia dla wskazania podstawy wszelkich rokowań, — jako czarne tło, na którem pisać i obliczać musimy wszelkie projekta i rady, zaznaczamy ten smutny wynik naszej gospodarki, że Galicya w latach nawet średniego urodzaju plonem swej roli wyżywić ludności swojej nie jest wstanie, że w przecięciu roczny cały wywóz zboża z Galicyi ogranicza się tylko na mniej więcej 100,000 korcy pszenicy; żyta zaś, — tego chlebnego u nas ziarna nigdy nie ma podostatkiem, i równie jak owies — rokrocznie z ościennych krajów na potrzebę miejscową sprowadzać je musimy.

Gdybyśmy więcej niż dotąd skarby nauki Statystyki cenili, a statystykę rolniczą kraju swego choć w zarysie znali, — tobyśmy nie jednego błędu w gospodarstwie się ustrzegli, nieraz szkody w domu, — biedy w kraju uniknęli; — i wstydzilibyśmy się przynajmniej, że na zebraniach rolników mogą odzewać się głosy, jakoby niepowodzenie rolniczego w kraju naszym gospodarstwa ztąd wynikało, że za wiele zboża uprawiamy, że tedy inneby na ratunek rośliny w uprawę wziąć należało! Przeciwnie prawdą jest, że wiele ziemi zbożem siejąc, za mało w stosunku, — za mało w ogóle zboża zbieramy; — że tedy nie inne rośliny zaprowadzać, ale zboże staranniej uprawiać, i z mniejszej przestrzeni więcej zboża zbieraćby nam trzeba! — To rdzeń kwestyi! Za mało zboża mamy! Tu błąd w pojmowania rzeczy!

Ileż to błędów z tego błędu, ile szkody krajowi!

Jednym z wielu takich błędów jest twarde, jak rdza na lśniącej stali — przyschnięte do niektórych światłych głów u nas uprzedzenie, o potrzebie cła ochronnego dla naszej produkcyi zbożowej.

Niechże im to będzie bez urazy, że odnośnie do uwag naszych w N. 161 Czasu z 18 lipca r. b. wyłożonych, — wyjednanie uchylenia a przynajmniej zniżenia wszelkiego cła od zboża z Kongresówki i z krajów Zabranych nam dowożonego, właśnie w tej chwili niedostatku, sejmowi naszemu nie już na serce, ale na sumienie kładziemy!

I to niech będzie pierwszym środkiem na ulżenie biedy; — środek wszakże nie kosztowny, bo nie ofiary materyalnej wymagamy, — tylko ofiary błędu, — ofiary przesądu!

A rząd, gdy wyznał, że złemu podołać nie może, niech też choć ujemnie do usiłowań sejmu się przyczyni, niech uchylając — a przynajmniej zniżając cło, — ułatwi nam sprowadzenie dla głodnych choć żyta z sąsiedztwa!

Jak ta rzecz dziś potwornie stoi, dosyć się przypatrzeć na granicy krakowskiej.

Dojechawszy z Kongresówki na granicę krakowską ze zbożem, trzeba się przedewszystkiem sprawić w celnym urzędzie austryackim, czy to zboże dla Prus, czy dla Galicyi przeznaczone. Jeśli dla Prus, — nic nie opłacasz, jeśli dla Galicyi — płacisz cło wysokie po 35, 27 lub 18 centów od centnara. — Ten dawny dla Prus przywilej potwierdził traktat w dniu 11 kwietnia 1865 roku z Rzeszą niemiecką zawarty!

Nie dosyć na tem: jeśli w Krakowie już w dworca kolei podajesz zboże na wysyłkę, znowu dla Prus dziwny tam przywilej —

Z Krakowa do Krzeszowic mil 3 1/2 płacisz od korca centów 17 „ „ Mysłowic „ 9 „ 21 „ „ Wrocławia „ 35 1/10 „ 17 „ „ Lwowa „ 45 1/2 „ 1.72

Czyliż to czytając, nie mielibyśmy prawa zadumać się i zapytać: Kto tu nami rządzi? — Czy to nas Prusy zawojowały i kontrybucyą ciemiężą? Aliści uciśniony stara się ulżyć sobie, jak może. Otóż młynarze krakowscy i inni kupujący zboże w Kongresówce na potrzeby Galicyi — tak sobie radzą, że na komorze austryackiej deklarują kupione zboże jakoby do Prus przeznaczone, i rzeczywiście ślą je do Prus, do Mysłowic, — a tam po prostu przerzucają zaraz na pociąg idący napowrót do Krakowa i sprowadzają czasem jeszcze tegosamego dnia na Kleparz, cła nie opłaciwszy.

To zwykła, utarta, codzienna praktyka a nas!! Teraz to jeszcze im lepiej, bo na pruskiej granicy zgoła cła nie płacą; — ale jeszcze w r. 1857, kiedy cło nie wysokie Prusakom w Mysłowicach płacić musieli, przecie znajdywali rachunek w takiej manipulacji, pomimo opłaty cła, agia i posełki koleją! I obliczono dokładnie, że nasi kupcy zboża w roku 1857, który dla handlu zbożowego wcale nie był ruchliwym, za tę manipulacyę zapłacili Prusakom cła w Mysłowicach 34838 złr. 46 kr. m. k. srebrem! Austryacka komora nic nie dostała — a przewieziono tym sposobem z granicy Królestwa na Baranie o 2 mil od Krakowa naturalnie rzemiennym dyszlem przez Kraków Mysłowice na powrót do Krakowa:

pszenicy 219885 centnarów żyta 155820 „ jęczmienia 71861 1/4 „ owsa 22101 1/2 „ grochu i bobu 32561 2/4 „

Któż zyskał, — kto stracił owe trzydzieści i kilka tysięcy złr. — ? A jakżeby się nam dziś dla głodnych przydały...

Ale niech czytelnik łaskawy nie sądzi, że my zdradzamy tu tajemnicę naszych krakowskich kupców, — i niech się nie lęka, że jak rząd tu wyczyta donieslenia o tej zdrożności, to pewnie straszne będzie śledztwo i srogie karanie winnych! — Boże uchowaj, nic nie będzie! Rząd nasz wie o tem bardzo dokładnie już od lat dziesięciu, a myśmy ciekawą tę sprawę, która się nie jednemu w zaścianku Arkadyi żyjącemu prostaczkowi wyda jak bajka z Tysiąca i jednej nocy, — myśmy ją dosłownie wypisali właśnie z raportów Izby handlowej krakowskiej do ministerium od lat kilku do uprzykrzenia słanych, — powtarzanych!

Otóż zdało nam się, że nie zawadzi, żeby i sejm o tem wiedział, i próżne dotąd starania Izby handlowej, — choćby też ex re głodu poparł.

Pojmujemy, że tam ktoś za stolikiem w Wiedniu musiał wyrozumować sobie, że on tem dobrodziejstwo świadczy Galicyi, ułatwiając jej wywóz zboża za granicę; — pojmujemy, że dobre miał intencye; — ale tego pojąć nie możemy, jak mógł ten ktoś nie wiedzieć, że Galicya więcej przywozi niż wywozi; że jej raczej przywóz aniżeli wywóz ułatwiaćby należało. A choć zawiłe, niesłychanie zgmatwane są urzędowe! zestawienia statystyczne, to przecie nawet z tych, acz zupełną nieznajomość najprostszych zasad rolniczej statystyki, czy też ich lekceważenie znamionujących wykazów Czörnigowskich, mógłby tej prawdy był dociec!

Słyszymy postronnie, że hr. Larisch przecie się zaczął rozglądać w tej sprawie, i donoszą nam z Wiednia, że prawdopodobnie obniżą cło zbożowe od Kongresówki, ale tylko wzdłuż granicy dawnego krakowskiego okręgu! Otóż właśnie idzie o to, żeby bez szczególnej dla nas tu protekcyi, cała Galicya doświadczyła ulgi tego obniżenia.

Explore with AITake your curiosity a little further.

Reading settings